W połowie lipca grupa rowerzystów z naszej parafii (i nie tylko…) pod przewodnictwem Księdza Proboszcza udała się na wyprawę rowerową. Tegorocznym celem była Polska północno – wschodnia, a dokładnie Suwalszczyzna.

Przed sanktuarium Najśw. Serca Pana Jezusa w Augustowie
Wyprawę rozpoczęliśmy dnia 14 lipca Mszą świętą. Po Mszy przejechaliśmy do Augustowa. Po zwiedzeniu miasta i posiłku przejechaliśmy pierwsze 30 kilometrów na granicę Wigierskiego Parku Narodowego.

Dojeżdżamy do klasztoru w Wigrach
Następnego dnia zwiedziliśmy pokamedulski klasztor w Wigrach,

Na terenie pokamedulskiego klasztoru w Wigrach
by z niego udać do Suwałk (miasta narodzin Marii Konopnickiej). Następnie przez Górę Cisową, Smolniki (jedno z miejsc kręcenia filmu „Pan Tadeusz”) udaliśmy się nad jezioro Hańcza, gdzie mieliśmy nocleg.
W kolejnym dniu odwiedziliśmy dwa ważne punkty Suwalszczyzny: wiadukty w Stańczykach oraz trójstyk granic: Polski, Litwy i Rosji.

Wiadukt w Stańczykach

Trójstyk granic (na samym trójstyku nie wolno robić zdjęć)
Kolejny dzień wyprawy przybliżył nas do kultury litewskiej. Odwiedziliśmy miejscowość Puńsk (zamieszkaną w 70% przez Litwinów). Tu zwiedziliśmy muzeum, a następnie skansen wsi litewskiej.

Skansen wsi litewskiej w Puńsku
Stąd udaliśmy się do Sejn, by w miejscowym sanktuarium modlić się przed słynącą łaskami figurą Matki Bożej. Figurą nietypową… ale więcej:
http://santes.com.pl/parafiasejny/madonna/figura-matki-boskiej-sejnenskiej/
Z Sejn następnego dnia trasa zawiodła nas do miejscowości Giby, gdzie modliliśmy się przy pomniku ofiar Obławy Augustowskiej,

Przy pomniku ofiar Obławy Augustowskiej w Gibach
Drogami Puszczy Augustowskiej
stąd przez Puszczę Augustowską dotarliśmy do Mikaszówki, gdzie na miejscowej śluzie Kanału Augustowskiego przyglądaliśmy się śluzowaniu.

W drodze koło miejscowości Płaska
Ostatni dzień to odwiedziny w sanktuarium Matki Bożej Studzienicznej (gdzie modlił się też św. Jan Paweł II),

Przed kaplicą Matki Bożej Studzienicznej
by stąd udać się do Augustowa i… zakończyć wyprawę. Przez sześć dni przejechaliśmy 250 kilometrów. Mimo różnej pogody humory dopisywały wszystkim. Za rok następna wyprawa.